środa, 22 lutego 2012

Winowstąpienie

Podobno wino znalezione w grobowcu Tutanchamona było opisane: znajdowały się na nim informacje o miejscu produkcji trunku, roczniku oraz imię winemaker’a. Dom Perignon zwykł wieszać na szyjkach butelek odpowiednio podpisane karteczki. W dziewiętnastowiecznych Niemczech pojawiły się pierwsze drukowane etykiety, a odrobinę życia i koloru tchnęli w nie chwilę później winiarze z Szampanii. A dziś? Dziś mamy szczęście, bo za sporą ilością etykiet stoi ciekawa historia. Możemy więc pić i słuchać, pić i opowiadać, pić i rozmyślać. Pić i śmiać się.

Etykieta Blasted Church.

Historią i nostalgią wypełniona jest każda z dalekich od europejskiej klasyki, komiksowych etykiet win kanadyjskiej wytwórni Blasted Church Vineyards*, zaprojektowanych przez Monikę Melnychuk.

Etykiety pinot noir, mieszanki cabernet sauvignon i merlota oraz wina białego inspirowane są prawdziwymi wydarzeniami, które miały miejsce w regionie (British Columbia, Kanada) i przedstawiają scenki z nimi związane. Lokalna legenda głosi, że na początku XX wieku okoliczni mieszkańcy postanowili ocalić od zniszczenia stary, drewniany kościół stojący samotnie opodal kopalni i zdecydowali, że samodzielnie przetransportują święty budynek w bezpieczne miejsce do Okanagan Falls. Było to jednak w tamtym czasie nie lada przedsięwzięcie, a rozmontowanie poszczególnych części drewnianej konstrukcji z pewnością doprowadziłoby kościół do kompletnej ruiny. Dlatego… użyto dynamitu!

Wysadzić kościół? Absurd! A najwyżej zabieg, na który zdecydowałyby się niektóre dzisiejsze zespoły blackmetalowe. Tymczasem kontrolowane podłożenie ładunku wybuchowego w budynku pozwoliło na poluzowanie klamer spinających jego drewniane ściany bez potrzeby czasochłonnego i inwazyjnego ich rozcinania. Przeniesioną na inne miejsce konstrukcję wystarczyło jedynie spiąć ponownie tymi samymi klamrami, a podczas całej operacji zniszczeniu uległ jedynie fragment wieży kościelnej. Nazwa winiarni oraz etykiety niektórych win nawiązują do skłonności tutejszej ludności do nietypowych rozwiązań.

Blasted Church.

Takim nietypowym rozwiązaniem jest cała seria etykiet z podtekstem religijnym (Amen Non-Vintage Port, OMG Sparkling Wine czy Holy Moly Petit Verdot) lub mających charakter tragiklomiczny, jak w przypadku wina o nazwie Dam Flood. Jego etykieta jest inspirowana powodzią, która miała miejsce po pęknięciu tamy Campbell Meadows w 1936 roku. Przeklętą tamę wprawdzie naprawiono, jednak ta pękła ponownie i woda kolejny raz zalała okoliczne domy, farmy i sady.


*****
*Winnica Wysadzony Kościół/Winnica Wybuchowy Kościół

czwartek, 9 lutego 2012

zakończenia

Dotychczas najczęściej wznosiłam toast wtedy, gdy coś się zaczynało. Piłam więc, żeby się wszystkim powodziło, żebyśmy byli zdrowi, żeby się udało, żeby się długo żyło i było razem; by było dużo uśmiechu, spełniały się sny, a z nieba spadały pieniądze. 

Tymczasem, odruchowo zupełnie, otworzyłam Beaumont de Crayères Grand Rosé, by uczcić zakończenie. Zakończenia podobają mi się najbardziej: można wtedy odetchnąć z ulgą, cieszyć się lub płakać, snuć scenariusze śmiesznie nierzeczywiste, bo przecież nic dwa razy i nie ma żadnego gdyby. Początki, przeciwnie, są stresujące. Po zakończeniu można złapać oddech, odżałować, co się zrobiło lub że się nie zrobiło i albo ruszyć dalej, albo też usiąść i tak już pozostać: oniemiałym i na pośmiewisko dla wszystkich idących.


Różowy szampan Beaumont de Crayères godnie wypełnił ciszę po zakończeniu - kilka sekund niemej refleksji, zupełnie jak w kinie po dobrym seansie, kiedy człowiek siedzi w milczeniu, choć mógłby już wyjść, bo to wszystko w głowie sie nie mieści, a nogi działają tak, jakby należały do kogoś bardzo zmęczonego lub nie działają wcale. To wino delikatne, bladoróżowe, lecz w połach swych szat skrywa ciało mocne i gładkie; bąble są drobne, acz uszczypliwe, nos malinowy, słodki, dumnie zadarty. W ustach radosne nuty malin i agrestu, w końcówce przyprawione grejpfrutową goryczą. I ta gorycz być musi, by była harmonia.

Tak, zakończenia lubię najbardziej. Będę częściej wznosić toast za to, że do rzeki szczęśliwie nie da się wejść dwa razy, za panta i za rei; za to, że mosty palą się i za to, że się budują.


*****
Za butelkę dziękuję temu panu. 40% Pinot Meunier, 35% Pinot Noir, 25% Chardonnay. O tym szampanie chciałabym móc napisać choćby Coming soon, ale nie wiem czy będzie dostępny w polskich sklepach.

środa, 29 grudnia 2010

bye bye baby

Zmęczona blogową formułą oraz tym, jak mocno ograniczający jest blogspot, przeniosłam wszystkie wpisy na moją stronę www i tam będę kontynuowała pisanie, tyle że z podziałem na kategorie. To pozwoli mi zachować porządek, a Czytający będzie mógł łatwo odnaleźć interesujący go obszar. Wszystko utrzymane w dotychczasowym lekkoduchu.

Wprawdzie strona wciąż podlega pewnym kosmetycznym zabiegom, ale będę szczęśliwa, jeśli już teraz wraz z zawartością tego bloga uda mi się na Winezine.pl przenieść jego Czytelników.

Na pożegnanie hicior Bay City Rollers:



Szczęśliwego Nowego Roku!

czwartek, 23 grudnia 2010

feliz navidad

Z okazji Świąt oraz nadchodzącego Nowego Roku ślę życzenia ustami pijącej cavę Shakiry, która wystąpiła w spocie Freixeneta w zamian za przekazanie części dochodów z kampanii reklamowej na rzecz swojej fundacji Piez Descalzos wspierającej kolumbijskie dzieciaki:



Dużo uśmiechu!

wtorek, 21 grudnia 2010

ślimak, ślimak pokaż rogi

Czy ktoś miał już okazję przekartkować nowy włoski przewodnik po winie Slow Wine? Ja jeszcze nie.

Cenię działalność Slow Food, choć aktywnie nie przyłączam się do niej. Może będę sobie cenić także Slow Wine, kto wie, póki co nie mam zdania na ten temat. Mam natomiast obawy.

slowfood.com
Ekstremizm nie wydaje mi się pociągający. Giancarlo Gariglio and Fabio Giavedoni, twórcy  Slow Wine stawiają się w opozycji do wielkiego przewodnika po winach włoskich Gambero Rosso (którego do niedawna Slow Food był partnerem?). Chcą być alternatywą dla włoskiej enologicznej biblii, a wszystko w duchu walki z globalizacją i w zgodzie z trendami slow.Twórcy przewodnika nie każą sobie przysyłać win, nie organizują wielkiej degustacji, natomiast osobiście odwiedzają włoskie winnice (ponad 1800 w edycji 2011) i na podstawie obserwacji opiniują nie tylko wina, lecz także producentów. Rezygnują z chłodnej punktacji na rzecz oceny jakościowej (emocjonalnej pewnie też), której składowymi są praca ludzka, metody uprawy czy stylistyka, w jakiej utrzymane są wina. Kryteria niezwykle płynne.

Problem nie w tym czy ślimak zje krewetkę, bo nie zje. Problem jest w zaufaniu, którego osobiście miałabym do tej książki więcej, gdyby nie ta cała wrzawa wokół niej, gdyby nie to, że swoimi narodzinami przeczy slow-ideom, na które powołują się jego twórcy. Gdyby nie to, że po premierze książki jest wykwintna kolacja, a tam promują się wyróżnieni przez Slow Wine winiarze. Wszystko godne wielkiego marketingowego tworu i krzykliwych eko-etykiet na butelkach, a pasowałaby tu cicha skromność.

piątek, 17 grudnia 2010

9; Viña Ardanza 2001 Reserva Especial; La Rioja Alta

Oenology fiction c.d.

Julien długo nie dostrzegał powolnego i bolesnego odrywania się jaźni ciotki Margot od rzeczywistości, a kiedy zorientował się w jej cichym cierpieniu, pozostało z niej już tylko na wpół żywe, wychudzone ciało, którego jedyną strawą w godzinie śniadania, obiadu i kolacji, było wino. Lata, które chłopiec poświęcił na edukację, a później pracę w znakomitych winnicach w Rioja Alta, ciotka zakrapiała bez umiaru, by pisać do niego listy pełne chłodnych faktów o stanie winorośli, ilości deszczu, przeplatanych szyderczymi dygresjami o romansach sąsiadów i wybrykach miejscowego proboszcza. Nigdy nie wzbudziła w Julienie podejrzeń powtarzalność pożegnania: Wszystko tu dobrze. W rzędzie zgrabnych znaków omdlewał jedynie ten ostatni, rzucał się rozpaczliwie w otchłań kartki, a tuż przy jej dnie zwalniał i opadał miękko lotem piórka na zmysłową krągłość pierwszej litery imienia ciotki.


Czas, który pozwolił chłopcu dojrzeć w otoczeniu krzewów graciano, nie oszczędził ciotki Margot. Zmatowił oczy, które w pamięci Juliena były żywe i lśniące, odebrał głos i pożarł całą kobiecość ciała, pozostawiając innym jedynie rozchwiany szkielet, dla którego każdy krok stanowił niewyobrażalne wyzwanie. Widok ciotki po latach nieobecności w domu wydał mu się niezwykle smutny: ten żywy, nieustannie drgający patyk jak na ironię wciąż nosił loki w kolorze złota, będąc karykaturą siebie sprzed lat; myślami zaś, o ile były w głowie tego trupa jakieś jeszcze myśli, błądził zbyt daleko, by ktokolwiek chciał go szukać.

Po kilku dniach od powrotu do domu Julien zorientował się, że ciotka co noc wymyka się do ukochanej parceli i wypowiada w przestrzeń rozpaczliwe monologi, adresowane do Aitora. Coś kazało mu towarzyszyć jej w ukryciu, wsłuchiwać się w płacz Margot w obezwładniającym zawstydzeniu. Pewnej nocy, kiedy ukryty wśród winorośli czekał końca tego rytuału, usłyszał przeraźliwy krzyk ciotki. Zerwał się na równe nogi i zaczął biec w kierunku, z którego dochodził pisk. Nagle zobaczył Margot, szarpiącą zapamiętale swoje złote, gęste włosy, miotającą się między krzewami rieslinga, jakby targaną jakąś niezwykłą siłą. Julien podbiegł do niej i próbował uspokoić, ale nie reagowała; dopiero po kilku próbach udało mu się powalić ją na ziemię, lecz musiał odczekać chwilę przyciskając ją do ziemi, dopóki nie przestała wyrywać się i wściekle walić pięściami w intruza. Kiedy poddała się i leżała bez ruchu, zaczął uważnie oglądać jej pokaleczoną głowę. Z pszenicznych pukli wyplątał małego, żywego wciąż nietoperza.

Następnego ranka osobiście obciął ciotce włosy, których nie dało się uratować. Wygolił je niemal przy samej skórze nadając ostatni szlif szaleństwu Margot, która nie odezwała się przy tym ani jednym słowem. Kilka dni później jedna z najemnych pracownic znalazła martwą ciotkę Juliena w winnicy, zwiniętą w kłębek jak zmarznięte, smutne dziecko, tulącą butelkę niedopitego wina. Krew z precyzyjnie otwartych żył zdążyła już nabrać jagodowej barwy i wpełznąć między łupki.

c.d.n.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

zbadaj się

Z uprzejmości dla Pana Gabriela z turnusu trzeciego oraz firmy fewreasons.com (właściciela tego serwisu) załączam link do badań nad zwyczajami związanymi z kulturą wina w Polsce.

Nie pytam komu do czego posłuży ten raport, być może Pan Gabriel sam nam opowie, mogę tylko potwierdzić, że ankieta czasochłonną nie jest.